wtorek, września 26, 2017

Śniadanie u Tiffaniego



Trudno znaleźć osobę, która nie zna filmu ,,Śniadanie u Tiffaniego”. Istnieje również książka o tym samym tytule, jednak to film cieszy się większą popularnością. Czy rzeczywiście jest warty obejrzenia? 


Do obejrzenia filmu namówiła nas przyjaciółka, która uwielbia postać Audrey. Miałyśmy to szczęście oglądać film już w lepszej jakości i kolorze. Bez cienia wątpliwości obejrzałabym go jeszcze raz. Sądzie, że film taki jak ten spodoba się każdemu. Ten klimat, dialogi, ścieżka dźwiękowa…. Jednym słowem: Genialna.

Słodka komedia romantyczna w reżyserii Blake'a Edwardsa z nowojorskim klimatem. Bez wątpienia duża popularność film zawdzięcza Audrey Hepburn, która w rolę Holly Golightly – młodej i pięknej kobiety wcieliła się bezbłędnie. Nikomu nie trzeba przedstawiać małej czarnej i zalotnej cygaretki. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby Hepbum nie dostała tej roli. Początkowo to Marilyn Monroe dostała tą propozycję, jednak po dłuższym namyśle stwierdziła, iż nie chcę grać panny lekkich obyczajów. 

W trakcie filmu oczywiście zapomniałam, że tak naprawdę to Paul Varjak, pisarz przeżywający mały kryzys jest głównym bohaterem. Oczywiście z czasem ulega czarowi pięknej sąsiadki. I wcale nie jestem tym faktem zdziwiona. Holly swoim zachowaniem, sprawia, że osoby wokół niej, bezinteresownie się nią opiekują. Pisarz nie mógł zostać obojętny na tak energiczną i nietuzinkową dziewczynę. 

Na chwilę uwagi zasługują również nerwowy sąsiad-Chińczyk. Nie raz wywołał uśmiech na mojej twarzy. I oczywiście wspaniały kot, który nie miał imienia i do końca filmu nazywany był po prostu kotem. 

Ogromną siłą "Śniadania u Tiffany'ego" jest ścieżka dźwiękowa, autorstwa Henry'ego Manciniego. Szczególnie piosenka "Moon River", która została specjalnie napisana dla Audrey Hepburn. Zaśpiewana przez nią, wnosi do filmu niesamowitą atmosferę. Ja pokochałam ją całym serduszkiem. Co ciekawe wielkim sukcesem utworu jest zdobycie przez niego Oscara. Kamila nie daje mi odpocząć i każdego dnia słuchamy innej wersji tego właśnie utworu. 

Mimo przewidywalnej końcówki historia oczarowuje swoim nietypową oryginalnością i niepowtarzalnym klimatem, a czarna sukienka od Givenchy'ego na stałe weszła do kanonu światowej mody. Kto nie oglądał, koniecznie musi to nadrobić. 

53 komentarze:

  1. Czytałam w czasach studenckich I jakoś mnie nie ujęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto spróbować z filmem? Przyznam szczerze, że z książka nie miałam jeszcze do czynienia ♡

      Usuń
  2. Nie znałem tego filmu, ale dziękuję za podrzucenie tytułu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że ja nie oglądałam tego filmu? Wiem, wstyd, muszę szybko to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że komuś o nim przypomniałam ☆

      Usuń
  4. Ja też bardzo polubiłam sąsiada Chińczyka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam dosyć dawno, ale miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To chyba jedrn z tych filmow ktore nawet jak nam sie wydaje ze nam sie nie spodoba to wwrto obejrzec by znac klasyki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i kilka razy oglądałam - to klasyka, którą trzeba znać! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie oglądałam ;) może powinnam nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Audrey, bardzo chciałabym zobaczyć wszystkie filmy, w których wystąpiła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oglądałam film, warto oglądnąć dla samego ukulturalnienia się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja duzo slyszalam, ale nie widzialam. Namówiłaś mnie!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Należę do tych osób, które jeszcze nie znają ani książki, ani filmu. Ale mam zamiar to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Teraz by nie wpuścili z bułką do jubilera. Czasy się zmieniają.

    Kub.

    OdpowiedzUsuń
  14. Film oglądałam. Jest fantastyczny! Ale książki nigdy nie czytałam, chyba muszę po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka, na podstawie której powstał film, jest zaskakująca krótka. Zdecydowanie warto ją przeczytać, bo wtedy filmowa historia dodatkowo nabiera smaku - postaci i relacje między nimi stają się ciekawsze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię ten film, gdy mam "wolny" wieczór siadam z jakąś dobrą herbatą i oglądam zawinięta w kocyk

    OdpowiedzUsuń
  17. No dobra, znalazłlaś mnie. Nie oglądałam...

    OdpowiedzUsuń
  18. hahaha wygląda na to, że każdy ma przyjaciółkę, która "zaraża" miłością do Audrey :D Widziałam ten film dawno temu, w bardzo podobnych okolicznościach. Narobiłaś mi ogromnej ochoty, żeby przypomnieć sobie ten film! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah te przyjprzyjaciółki ♡ Fajnie, że je mamy i tyle ♡

      Usuń
  19. To jest jeden z tych filmów, które mają magiczny klimat! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój ukochany film i bohaterka mojego życia😊

    OdpowiedzUsuń
  21. Tytuł owszem rzucił mi się kilka razy w oczy i wielokrotnie obił o uszy. Ale jeszcze nie oglądałam. Mimo, że nie jest to nowa projekcja..

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj tak, muzyka tutaj szczególnie zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kto nie widział niech żałuje :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja nie znam :D Tzn. wiem o jego istnieniu, ale jakoś tak się złożyło, że nigdy go nie widziałam. Może to zatem dobry pretekst, żeby trzymać się swoich przekonań i przeczytać książkę, zanim ten film się wpakuje w moje życie - bo pewnie i tak kiedyś to zrobi :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Klasyka gatunku! Znam i uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jest to jeden z tych filmów, których po prostu nie mogę obejrzeć, choć bardzo chcę. Klasyka gatunku Audrey Hepburn, nostalgiczny nastrój. Wszystko takie idealne, ale właśnie dlatego boję się,że mi się nie spodoba :( i wolę żyć w niepewności

    OdpowiedzUsuń
  27. "Kocie... kocie! KOCIE!" Ta scena łamie serduszko. <3 Świetny film! Jeden z tych, które koniecznie TRZEBA obejrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wstyd, ale nie znam. Tzn. wiem, że taki istnieje ale nie widziałam. Mój mąż czasem lubi sobie taki obejrzeć z sentymentu to się dosiądę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten film to klasyka! :) Bardzo lubię ;-) Ma swój cudny klimat ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Też bardzo lubię "Śniadanie...", ale na pewno nie nazwałabym tego filmu komedią. Mimo splendoru na ekranie, to opowieść o paraliżującym strachu przed przywiązaniem. Myślę, że więcej realizmu i odczuć bohaterki prześwietla z książki, ale i w filmie jest to wyraźnie zaznaczone. To wcale nie jest lekka czy błaha komedia romantyczna. I dlatego też "Śniadanie..." bardzo, bardzo cenię. A jeszcze bardziej zyskuje z każdym kolejnym obejrzeniem.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Z naciskiem na szczęście , Blogger