sobota, sierpnia 06, 2016

Recenzja filmu: Zanim się pojawiłeś.


W końcu nadszedł czas, aby wypowiedzieć się o filmie „Zanim się pojawiłeś”. Mimo wielu negatywnych opinii na temat filmu nie zgadzam się z nimi. Nie, nie uważam, że to tanie romansidło, które próbuje w kilkuset stronach zmieścić temat: biedy, bezrobocia, przemocy na tle seksualnym, ciężkiej choroby czy nawet eutanazji. Ten film jest dla mnie ukazaniem, że taka naprawdę rzeczywistość istnieje i bywa naprawdę okrutna ale także potrafi być wzruszająca, i romantyczna.


Will Traynor ( Sam Claflin) to przystojny mężczyzna, który czerpie z życia pełną parą. Ma mieszkanie o jakim marzy przeciętna Kowalska,  dobrze płatną pracę, kobietę jak ze snu. Uprawia  różne sporty, ma własne pasje i magiczną przyszłość przed sobą. Jednego deszczowego dnia wychodzi z domu i nagle, przez swoją nieuwagę, zauważa motocykl pędzący wprost na niego.

Mija dwa lata jego życia w niepełnosprawności i nagle jego opiekunką zostaje Lou Clark (Emilia Clarke). Jest bardzo gadatliwa, komunikatywna, dość niezdarna i nosi śmieszne, wręcz komiczne ubrania. Dodatkowo jest pełna energii i ciepła oraz potrafi zjednać sobie duszę wielu osób. Jednak jak możemy się przekonać tym razem o to „zjednanie” tym razem może nie być tak łatwo. Will jest wobec Lou bardzo nie przyjemny i nie potrafi zaakceptować samego siebie, tego w jakiej jest sytuacji- przez co zraża do siebie innych. Dziewczyna jednak po ogromnym wysiłku zaczyna przekonywać do siebie swojego podopiecznego. Nagle czar jednak pryska. Właśnie w tym momencie poznaje jego tajemnicę. Lou postanowi dać z siebie wszystko, by zmienić życie mężczyzny na lepsze, by zmienić decyzję jaką pragnie zrobić.


Czy jej się to uda? Nie chcę zdradzać finału tej opowieści, bo wiem że nie wszyscy oglądali jeszcze filmu. Jedyne czym mogę nie zaspojlerować to, to że jest po prostu prawdziwe.

„Zanim się pojawiłeś” to film bardzo i to bardzo wzruszający, a jakże udany,  choć mimo wszystko możemy w nim spotkać „kalki” tzn. możemy dostrzec kilka wspólnych motywów z innych produkcji romantycznych jak „Gwiazd naszych wina”, „PS Kocham Cię” czy kultowego „Pamiętnika”.

Przez cały film mamy nadzieje, że bohaterom uda się zmienić to, co i tak jest już pisane.
W filmie da się wyodrębnić dwie części: kiedy wszystko nas (widzów) śmieszy i rozbawia do łez oraz ta, gdzie przychodzi czas na brutalną rzeczywistość.


W całym filmie doszukałam się jednego ważnego błędu.
Było tam bardzo dokładnie napisane dlaczego Will chce umrzeć; i to nie dlatego (jak powiedziano to w filmie)–, że nie może pływać, nurkować, biegać, skakać różnych paralotni i kochać się z kobietami, ale tylko i wyłącznie dlatego, że ciągle odczuwa ból, że infekcje ciągle powracają, zanikają mu mięśnie i innymi zdrowotnymi  sprawami. W filmie  większy nacisk postawili na tym, że nie może samodzielnie nic robić, niż na bólu jaki odczuwa, który jak dla mnie wyjaśniałby po części chęć jego zamiarów.

Jednego na pewno mi zabrakło – na zakupionym bilecie powinna znaleźć się informacja: 
1 opakowanie chusteczek z pewnością nie wystarczy. ;)

Zapraszamy na recenzję książki

15 komentarzy:

  1. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, czytałam drugą część, mam ochotę sięgnąć także po pierwszą w wersji książkowej, warto? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na pewno. Książka jest bardzo dobrym uzupełnieniem filmy dla ciekawskich. Pisałam także recenzję książki:
      http://znaciskiemnaszczescie.blogspot.com/2016/07/recenzja-zanim-sie-pojawies.html
      Zapraszam i serdecznie pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Ale niespodzianka! Sama niedawno pisałam recenzję tego filmu. Byłam nim zachwycona chociaż ryczałam jak bóbr. Prawdę mówiąc byłam trochę rozczarowana zakończeniem. Miałam nadzieję, że Will nie podejmie takiej decyzji...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja troszkę też była rozczarowana zakończeniem. Przyznam, że autorka jest świetna. Mogę prosić o link do Twojej recenzji? Pozdarawiam

      Usuń
  3. Filmu nie widziałam ale mam zamiar przeczytać książkę :) Podobno świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Książka to niesamowity wachlarz emocji. :) Polecam

      Usuń
  4. Powiem szczerze, zaciekawiłaś mnie. Byłam przyzwyczajona do oglądania koreańskich produkcji, uważałam je za te najlepsze, a jednak coś innego mnie zaciekawiło. Filmu jeszcze w życiu na oczy nie widziałam ani nie słyszałam o nim ale na pewno obejrzę. Dzięki!

    Zapraszam do siebie ⁂
    https://emiliamitchell.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto obejrzeć ten film. Książka jest również warta przeczytania. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Świetna recenzja :) Filmu nie oglądałam ale na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto ja już oglądam kilka razy i za każdym razem mam nadzieje na szczęśliwe zakończenie. Dosłownie jak w Titanicu ;)

      Usuń
  6. Oooo! A byłam ciekawa! Dzieki za recenzję!
    http://kinga-wajman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam te ksiazke :) sama i przeczytałam i obejrzałam film :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja byłam zachwycona zarówno filmem jak i książką :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Z naciskiem na szczęście , Blogger