„Romeo i Julia” w Teatrze Wielkim – nowoczesna premiera, która nas zaszokowała!

W ostatnią sobotę miałyśmy okazję być na ostatniej premierze tego sezonu artystycznego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Wybrałyśmy się na „Romeo i Julię” Charles’a Gounoda w reżyserii Barbary Wysockiej. To międzynarodowa koprodukcja z słynną Semperoper Dresden, więc byłyśmy bardzo ciekawe tego widowiska.
Co ciekawe, bilety na ten spektakl kupiłyśmy... już rok temu, kiedy tylko ogłoszono repertuar! I wiecie co? Jestem w szoku, bo co roku ogłoszenie nowych planów opery budzi ogromne emocje, a bilety wyprzedają się w mgnieniu oka. Jeśli mi nie wierzycie, możecie sami się przekonać – wejdźcie na stronę opery i spróbujcie upolować jakieś fajne miejsca na spektakle w przyszłym sezonie. Uwierzcie mi, że na te najbardziej oblegane tytuły mało co już zostało!
Sam spektakl ogólnie bardzo nam się podobał, ale przeżyłam totalne zaskoczenie. Nastawiałam się na klasyczną, romantyczną i tradycyjną opowieść, a dostałam coś zupełnie innego – niezwykle nowoczesną, mocną i dającą do myślenia interpretację. Zamiast dawnych strojów zobaczyliśmy współczesne kostiumy, a surowa scenografia nawiązywała do motywów autorytarnych. Reżyserka pokazała ten kultowy dramat nie jako słodki romans, ale jako brutalne zderzenie czystej, bezbronnej miłości z bezdusznym systemem pełnym przemocy i podziałów. Coś niesamowitego, jak bardzo ta historia okazała się aktualna.
Muzycznie to był absolutny majstersztyk. Orkiestra pod batutą Roberta Houssarta i genialny chór brzmiały potężnie. Jeśli chodzi o solistów, to Nina Minasyan jako Julia i Bekhzod Davronov jako Romeo stworzyli parę, od której trudno było oderwać wzrok, a ich głosy w miłosnych duetach po prostu chwytały za serce. Ogromne wrażenie zrobił też na nas tradycyjnie niezawodny Rafał Siwek, którego miałyśmy okazje słyszeć po raz pierwszy na żywo.
Mały apel na koniec: Idźcie do opery!
Ten wieczór przypomniał mi, jak wspaniale jest obcować ze sztuką na żywo. Jeśli nigdy nie byliście w Teatrze Wielkim w Warszawie – bardzo, ale to bardzo polecam odwiedzić to miejsce chociaż raz.
Samo wejście do tak pięknego, monumentalnego gmachu, elegancki klimat i energia, jaką czuje się na widowni, to coś niezapomnianego. Żaden ekran nie zastąpi tych gęsich skórek, kiedy gasną światła i zaczyna grać żywa orkiestra. Naprawdę warto to przeżyć!


Współczesne interpretacje klasycznych dzieł mogą intrygować...W Teatrze Wielkim jest więcej takich spektakli. Warto odwiedzać i poznawać nowych autorów znanych dzieł.
OdpowiedzUsuńWow bilet z rocznym wyprzedzeniem, to musiało Wam zależeć by zobaczyć ten spektakl.
OdpowiedzUsuń