Jakie uczucia budzi samookaleczenie?

Zdajesz sobie sprawę, że samookaleczenie się jest jedną z bardziej drastycznych metod poprawiania swojego samopoczucia oraz zmniejszania cierpienia psychicznego? Każdy z nas inaczej postrzega rzeczywistość i inaczej sobie z nią radzi. 

Smutek, poczucie bezsilności i zaniżone poczucie własnej wartości- to nie za dużo jak na jedną osobę? Często towarzyszy nam również bezsensowne poczucie winy, osamotnione i brak dobrego kontaktu z najbliższymi. Próbując poradzić sobie z natłokiem tych spraw staramy się rozładować napięcie. Jednym z sposobów okazuje się samookaleczanie.

Duże napięcie, ogromny stres, który może być spowodowany kłopotami w pracy, urodzeniem dziecka, mobbingiem, strata bliskiej osoby... Cięcie się ma przynieść ulgę i sprawić, że poziom napięcia zmniejszy się. Tak zwyczajnie.

Nie mamy często pojęcia jak wiele młodych osób często ukrywa przed bliskimi to, że zmagają się z jakimiś problemami. Nasze problemy są często bagatelizowane, odczuwamy presję bycia samodzielnymi, idealnymi...
Zapraszam Was na bardzo poruszający wywiad z Zosią, która własnie w taki sposób przez ponad dwa lata odreagowywała swoje problemy. 

Skąd pomysł na taki sposób w ,,ulżeniu sobie"? Czemu ludzie stosują samookaleczenie?

Myślę, że często pierwsze próby samookaleczania się są spowodowane ciekawością, czy faktycznie może to ulżyć i "pomóc" w problemach. Jednak mało kto wie, że może być to uzależniające. 


Jak to wygląda? Co czułaś? Problemy nagle znikały? 

Problemy nie znikały, wręcz przeciwnie! Konsekwencje cięcia się często stawały się kolejnym problemem, natomiast w chwili gdy to robiłam przestawałam myśleć o wszystkim, skupiałam się na bólu fizycznym, po wszystkim wyczerpana płaczem i mimo wszystko obolała, nie miałam siły myśleć o problemach. Wydawało mi się, że czuje się lepiej skoro w danej chwili natłok spraw mnie nie przytłaczał. 


Jest w tym jakiś większy cel? 

Nigdy nie widziałam w tym większego celu i myślę, że go po prostu nie ma. Jeśli nie zacznie się z tym walczyć i powiedzenia sobie wprost, że to nie jest normalne, można się w tym bardzo zatracić i kto wie czy nie stanie się pewnego razu tragedia.


Kiedy przyszedł ten moment, gdzie powiedziałaś: KONIEC Z TYM?

Myślę, że był to czas, w którym samookaleczanie się było na porządku dziennym, przez długi czas nie widziałam nic w tym złego, ale kiedyś popatrzałam parę tygodni wstecz i zobaczyłam, że dzieje się to codziennie. Wtedy poczułam, że tracę kontrolę, a problemów jak przybywało tak przybywa... Postanowiłam poszukać innego sposobu na rozładowanie negatywnych emocji. Nie zdawałam sobie sprawy wtedy z tego, że tak naprawdę wpadłam w nałóg i samej będzie ciężko mi z tego wyjść. 


Jesteśmy w stanie sami sobie z tym poradzić? 

Jak już wspomniałam samemu jest bardzo ciężko, nie mówię że jest to niemożliwe, ale uważam, że żeby skończyć z tym raz na zawsze trzeba zrozumieć pewne rzeczy, pewne procesy i myślę, że w takiej sytuacji bardzo potrzebny jest dobry psycholog. 


Jak reagować na to, że nasz przyjaciel wyrządza sobie krzywdę? 

Myślę, że po pierwsze być przy nim, nie prawić kazań o tym jak bardzo niewłaściwie postępuje, bo dana osoba, jeśli już powie nam o swoim problemie to zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu subtelne wskazanie psychologa, bo jest to osoba wykształcona, która tak naprawdę jest w stanie pomóc. 


Czy czasem wróciłabyś do tego?

Przyznam, że czasem w głowie są pokusy żeby do tego wrócić, natomiast dzięki pomocy psychologa staram się negatywne emocje najpierw zrozumieć, a potem zdrowo odreagować. 


Zdrowo, czyli jak?

Zazwyczaj to po prostu sport. Skoro mam za dużo energii, to niech chociaż spożytkuje ją rozsądnie. Hormony szczęścia same się nie wyprodukują. 

Po prostu dziękuję Ci Kochana! Jesteś cudowna i na pewno już teraz pomogłaś nie jednej osobie, o podobnych problemach. Jestem przekonana, że nie tylko mi dałaś do myślenia. Żyjmy bardziej uważnie! 

Komentarze

  1. Żyjmy bardziej uważnie- święte słowa.Szczerze nie spotkałam się jak na razie w swoim otoczeniu z takim problemem- bardzo ważny temat zwłaszcza wśród dzisiejszej młodzieży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo poruszający wywiad. Temat jest bardzo delikatny i uważam, że powinno się o nim mówić. Czasem nie zauważamy, że może on dotyczyć bliskich nam osób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem czegoś takiego, wywiad jednakże trochę mi przybliżył tę kwestię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj poruszyłyście tutaj bardzo poważny temat :/ Niestety coraz częściej spotyka się ludzi, którzy nie potrafią sobie pomóc, dlatego też postanawiają się okaleczać :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Uczucie ulgi, które minimalizuje poczucie winy - rozumiem doskonale. Przez moment sama doświadczyłam jak to działa. Na szczęście przez moment.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że w chwili gdy emocje są tak silne że nie jesteśmy w stanie unieść rzeczywistości, nagle poprzez okaleczenie siebie, mamy wrażenie że jednak nad czymś panujemy. To ja decyduję o tym, zostawim tego ślad. Często jest to różnież wołanie o pomoc. Pewne stygmaty, które pokazują jaki ból w sobie nosimy. Bardzo trudny temat, chętnie jeszcze o tym poczytała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że nie spotkałam się w swoim otoczeniu z takim problemem, ale odebrałabym to jako rozpaczliwe wołanie o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezwykle ciekawy temat, szczerze mówić nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny bardzo ciekawy tekst. Zaskoczyłaś mnie że samookaleczenia są próbą poprawy nastroju.... To w sumie podobnie jak alkohol i inne używki destrukcyjne na swój sposób

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo poważny i ciekawy temat, właśnie takich jest mało w internecie a problem jest na prawdę poważny. Ja jednak, nie do końca rozumiem, dlaczego ludzie to robią, choć wywiad przybliżył mi problem, to mimo wszystko ja nigdy bym sama sobie tego nie zrobiła, nie miałabym odwagi.

    OdpowiedzUsuń
  11. trudny temat... ale jakże powszechny. Kiedyś pamiętam jak byłam młodziutka, czasy gimnazjum to w ogóle było modne EMO no i dołowanie i cięcie się też...

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo poważny i niestety aktualny temat. Powinno się o tym pisać i powinny to czytać osoby bardzo młode w okresie dorastania. Miałam kilku takich znajomych i to jest nawyk (coś bez czego nie potrafiłī te osoby funkcjonować).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo ważny temat poruszyłaś, myślę, że powinno to zobaczyć jak najwięcej ludzi, szczególnie tych młodych :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Poważny i aktualny temat. Niestety dotyczy coraz większej ilości młodych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo odważny temat do dzielenia się nim na blogu, niestety ten problem dotyka bardzo dużej części nastolatków :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdy byłam młodsza też brnęłam w takie "ucieknięcie od problemów" jeśli można by to tak nazwać, teraz uważam że samookaleczenia to głupota, chodź są osoby które tylko w taki sposób zaznają ukojenia..

    OdpowiedzUsuń
  17. ważny tenat. dobrze, że to nagłaśniasz. klaudia j

    OdpowiedzUsuń
  18. Brawa za ten wpis! Przyznam szczerze, że nigdy nie rozumiałam tego samookaleczenia ... Jak można sobie samemu zadawać ból ...

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny wywiad. Dobrze, że poruszacie ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  20. Sprawia przyjemność. Tyle mogę Ci napisać...

    OdpowiedzUsuń
  21. poważny temat, poważna smutna sprawa..

    OdpowiedzUsuń
  22. Mialam do czynienia z wieloma osobami, ktore sie ciely. Niestety ulga w ogole nie stala nawet kolo ich powodow. Wiekszosc robila to, bo to bylo modne w szkole. Oczywiscie tlumaczyli, ze to wyraz ich glebokiej duszy i braku zrozumienia itd., a w nastepnym zdaniu juz bylo podziwianie sznyt przez ludzi z klasy. Inni robili to na zlosc rodzicom. GDy rodzice sie na cos nie zgadzali lub uznawali problemy gimnazjalistow za blache, to lecialy sznyty - patrz mamo, to przez Ciebie. Nastepnym razem sie zabije.

    OdpowiedzUsuń
  23. Współczuje tym osobo, bo to oznacza ,że są osobami bardzo wrażliwymi...

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciężki zapodałaś temat... widziałam jak to działa - na filmach.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

INSTAGRAM

Obserwatorzy